Kategorie
Polityka

Współczesna historia to piramida bzdur i mistyfikacji.

28 lutego 1996 roku admirał Romuald Waga odszedł ze stanowiska dowódcy Marynarki Wojennej. Kim był ten człowiek, o którym zapewne większość nigdy nie słyszała? Był jedną z ważniejszych postaci III RP, tych ze “strefy cienia” czyli zakulisowego syndykatu wojska i służb specjalnych PRL, które stanowiły fundamenty patologii tak zwanej demokratycznej, pokrągłostołowej Polski.

13 sierpnia 1980 roku po godzinie dziewiętnastej, elektryk z wydziału W4 Stoczni Gdańskiej, Lech Wałęsą został zapakowany do motorówki i podrzucony na teren stoczni. Wydarzenia te historia opisała jako strajki sierpniowe i słynne “porozumienia sierpniowe”, które zainicjowały powstanie wielkiego ruchu “Solidarności”, który jakoby miał obalić komunizm w Polsce. Tyle głosi cukierkowa wersja historii, upowszechniana w mediach przez tak zwane elity czyli wieloletnich beneficjentów tych mitów.

Wspomnianego 13 sierpnia po godzinie dziewietnastej, admirał Romuald Waga był tym, który podrzucił Wałęsę na teren stoczni. Sprawa wypłynęła przy okazji rozmowy dwóch oficerów WSI – pułkownika Aleksandra Lichockiego i podpułkownika Leszka Tobiasza. Byli to ludzie Bronisława Komorowskiego, architekta “afery marszałkowej” z 2008 roku, jednej z najbardziej brudnych operacji WSI w dziejach III RP i większości opinii publicznej zupełnie nieznanej. Lichocki został skazany w tej aferze na cztery lata więzienia a Tobiasz, o którym swego czasu pisałem tutaj przy okazji sprawy arcybiskupa Paetza i teczkach agentów – pedofili, “zatańczył się na śmierć” podczas zabawy OHP w Zwoleniu pod Radomiem. Na jego pogrzebie zjawili się ludzie z Moskwy, samochodami na niebieskich numerach dyplomatycznych, była także wierchuszka ze służb wojskowych i innych absolwentów moskiewskich kursów GRU – innymi słowy, była cała “strefa cienia”.

To jednak odrębna, zawiła historia. Wróćmy do admirała Wagi. Podrzucenie agenta SB “Bolka” na strajk do stoczni w gorącym roku 1980, to nie jedyna jego “zasługa”. Jedenaście lat później, w 1991 roku nazwisko oficera wypłynęło przy okazji transportów ropy do portów wojennych Trójmiasta, która następnie stamtąd jechała na kolejowych cysternach do rafinerii w Czechowicach – Dziedzicach. Tak, początki mafii paliwowej w Polsce to rok 1991. To co działo się po roku dwutysięcznym, gdzie nadzorowany przez służby specjalne przestępczy kombinat okradał państwo na miliardy poprzez “chrzczone” paliwo, to już było rozwinięcie idei admirała Wagi i jego kumpli z Marynarki Wojennej z 1991 roku. Nie można pominąć w tym tekście informacji, że bratem Wagi był Jan Waga, wieloletni prezes Kulczyk Holding i swego czasu wiceszef rady nadzorczej PKN Orlen, właśnie w czasach mafii paliwowej. Człowiek Kulczyka trafił do Orlenu na mocy jego ustaleń z czerwoną bandą Kwaśniewskiego, bo zbiegi nici mafii paliwowej w Polsce kończyły się w Pałacu Prezydenckim.

Lecą lata, czasy się zmieniają ale bezpieczniackie dynastie wciąż istnieją i wciąż mają tutaj swoje interesy. W trzydzieści lat po upadku PRLu, trzy czwarte jej kadry już nie żyje, jednak pozostawiła ona po sobie morze patologii i korupcji oraz obecnych aktorów tak zwanej sceny politycznej, którzy wciąż krecą bandyckie deale z jej sukcesorami. Słynna afera z respiratorami oraz obecna tragifarsa z maskami produkowanymi przez Ciech, należący do syna Jana Kulczyka a oddany jego ojcu kilka lat temu przez poprzedni układ rządzący – to wszystko obrazuje proces historycznej ciągłości, obrazuje proces, który rozpoczał się w 1944 roku wraz z wkroczeniem do Polski oddziałów NKWD i Krasnej Armii.

Leszek Żebrowski opisując sowieckie dynastie w Polsce mówi o trzech pokoleniach UB. Obecnie mamy jakby doczynienia z pokoleniem czwartym, kiedy to dzieci oligarchów III RP, wykreowanych przez tajne służby PRL robią interesy z naczelnymi patriotami IV RP, którzy zdobycie władzy zawdzieczają mitycznej walce z układem… III RP, stanowiąc jego integralną część.

Zaczęliśmy od zmiany na stanowisku dowódcy Marynarki Wojennej 28 lutego 1996 roku a skończyliśmy na zarysie analizy systemu naszego kraju, którego cała współczesna historia jest piramidą bzdur i mistyfikacji, bo przecież wyborcy co cztery lata biorący udział w tak zwanych wyborach czyli “święcie demokracji”, nie mogą zostać wyrwani ze stanu błogiej iluzji. Reszty dowiedzą się z mediów. Niezależnych. Bo przecież u nas media sa tylko niezależne – jedne niezależne od PiSu, a drugie od Platformy.

Łukasz Grysiak

Dodaj komentarz: