Kategorie
Polityka

Pro Civili

29 czerwca 2003 roku dyrektor IV Oddziału PKO BP w Warszawie, Jerzy Sutor trzy razy strzelił sobie w głowę. Za ostatnim razem z odległości trzech metrów i tym samym zawitał do panteonu ofiar “seryjnego samobójcy”, który grasuje po Polsce od czasów Czesława Kiszczaka w peerelowskim MSW.

Kim był Jerzy Sutor i dlaczego zginął? Był byłym ochroniarzem z Banku Spółdzielczego w Grójcu, którego ludzie z “wojska”, rozkładający czerwone dywany do karier i pieniędzy tutejszych polityków i biznesmenów uczynili swoim słupem w Warszawie, i zrobili prezesem. Przywieźli mu słoik z metyliną – syntetycznym jadem pszczelim wyprodukowanym w laboratorium KGB na Uralu, wart… 120 milionów, który stał się… zabezpieczeniem wartego sto milionów kredytu dla fundacji PRO CIVILI.

Ta fundacja to bez wątpienia najbardziej wystrzałowa “fundacja” jaka kiedykolwiek powstała w Polsce. Wyłudziła z banków oraz z budżetu państwa i Ministerstwa Obrony Narodowej kilka miliardów, wysłała do nieba siedemnaście trupów, Sutor był trzynastym z kolei i cieszyła się szczególnym wzięciem u jaśnie pana Bronisława Komorowskiego. Pan Komorowski od lat jest niebezpiecznie uczulony na jej punkcie. Zapytany o PRO CIVILI bardzo się poci, marszczy mu się czoło, a górna warga tańczy breakdance’a. Metylina to też bardzo ciekawa substancja. Kosztuje majątek, potrafi zniszczyć komórki nowotworowe i w ciągu kilkunastu sekund wywołać zawał u zdrowego człowieka. Prawdopodobnie to ona zrobiła zawał Michałowi Falzmannowi, kontrolerowi NIKu, jedynemu, który próbował rozwikłać pajęczynę FOZZ czyli matkę chrzestną afer III RP. PRO CIVILI z kolei założyło dwóch austriackich biznesmenów z Wiednia: Volfgang Casco i Patrick Holetschek. Dlaczego z Wiednia? O tym mieście walca i mekce służb specjalnych pisałem kilka dni temu, kto chce, teksty wiszą na tablicy.

W rzeczywistości PRO CIVILI to była mafia stworzona przez ludzi z komunistycznego wywiadu wojskowego, która systemowo mordowała niewygodnych świadków a wyłudzane pieniądze lądowały na Cyprze. W tamtych latach ambasadorem na Cyprze był Tomasz Lis (zbieżność personaliów z tym znanym Lisem), bliski współpracownik Komorowskiego z początków lat dziewięćdziesiątych, gdy Bronisław był wiceszefem MONu. Z Cypru kasa przepływała do byłych republik radzieckich, gdzie odbywały się dalsze etapy jej prania a potem wracała do Polski i zasilała kolejne przestępcze przedsięwzięcia. We władzach tej “fundacji”zasiadała cała gama byłych szpiegów, generałów i pułkowników służb oraz oficerów WSI. Ludzie cienia. Niedotykalni. Kreatorzy wydarzeń i twórcy Tuska oraz innych politycznych pacynek, brylujących na codzień w TVNach.

Ostatnim szefem PRO CIVILI był Wiesław Bruździak, który potem został szefem ochrony w szwajcarskim Coutts Banku w Zurychu, gdzie administratorem tajnych kont polityków jest niejaki Peter Vogel vel Piotr Filipczyński, morderca, który w latach siedemdziesiątych zamordował starszą kobietę a potem uciekł z Polski. Gdy w 2005 roku ABW dostała z Okęcia cynk, że Vogel leci z Genewy, jego aresztowania zabronił Marek Ungier, szef gabinetu politycznego Kwaśniewskiego.

Idźmy dalej, jednym z mózgów PRO CIVILI był kapitan Piotr Polaszczyk, zwany “bentleyem”, bo lubił bardzo drogie, sportowe samochody. W czasach WSI Polaszczyk był oficerem obiektowym na Wojskowej Akademii Technicznej, podległej MON Komorowskiego, a to właśnie głównie z WAT szły gigantyczne wyłudzenia. Kilka lat temu rozmawiałem z jednym z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza, który likwidował WSI. Pominę personalia tego człowieka bo raczej by sobie tego nie życzył, a mam go tutaj w gronie znajomych. Pokazałem mu zdjęcie z imprezy w SKOK Wołomin, który założyli ludzie WSI, SKOK stanowiący coś w rodzaju lewego funduszu partyjnego poprzez który wywiad sponsorował nasze tak zwane elity.

Na zdjęciu był kapitan Polaszczyk, wręczający kwiaty obecnemu wicepremierowi Jackowi Sasinowi. Mój rozmówca stwierdził: może Sasin nie wiedział kim jest Polaszczyk? Ja mówię: Raport z Likwidacji WSI opublikowaliście w 2007 roku a to zdjęcie jest z 2012… Nie wiedział? Owszem, bardzo dobrze wiedział, bo Sasin był swego czasu burmistrzem Wołomina. Taka to była rozmowa…

Idźmy dalej, wśród założycieli PRO CIVILI jest także Janusz Maksymiuk, od lat już nieaktywny publicznie, dziś 74-latek i najbliższy współpracownik Andrzeja Leppera. Maksymiuk przez lata był prezesem Związku Kółek i Organizacji Rolniczych, które miały udziały w… spółkach zajmujących się obrotem specjalnym czyli handlem bronią. Fajnie, co? Hodowcy trzody chlewnej byli akcjonariuszami Cenrexu, na czele którego stał Jerzy Dembowski, pseudonim “Wirakocza” a za jego plecami generał Konstanty Malejczyk, szef WSI, politruk po kursach GRU w Moskwie i były oficer Oddziału “Ygrek”, który stał za aferą FOZZ. Był to najtajniejszy oddział II Zarządu Sztabu Generalnego, wywiadu wojskowego PRL, krórego ludzie mają wielki wkład w tak zwaną “transformację ustrojową”.

Janusz Maksymiuk, szef kółek rolniczych miał tyle wspólnego z rolnictwem co krzesło z krzesłem elektrycznym. Maksymiuk był człowiekiem wojskowych służb i tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie “Roman”. Co robił w Samoobronie Andrzeja Leppera? Miał go pilnować. Został Lepperowi podrzucony przez generała Zenona Poznańskiego, kolejnego wysokiej rangi politruka po akademiach dyplomatycznych w Moskwie. Poznański był szefem grupy wojskowych doradców Samoobrony. Szpiedzy i wojskowi tajniacy widocznie doradzali Lepperowi w sprawach skupu żywca wieprzowego… Ale to zupełnie inna, skomplikowana historia, która zaczyna się w lipcu 1992 roku na rynku w Słupsku. Opiszemy ją w sierpniu, z okazji dziesiątej rocznicy śmierci Andrzeja Leppera. Zacząłem od nieszczęśnika Jerzego Sutora, poprzez PRO CIVILI a skończyłem na Lepperze. Ciągle mam wrażenie, że gdyby Polacy potrafili w jednej trzeciej zrozumieć czym jest ten nieszczęsny kraj i że tu wszyscy siedzą w błocie razem z uszami, niektórzy mogli by nie wyjść długo ze stanu ciężkiego szoku. Myślicie, że to się skończyło? Wspomnijcie zatem zeszłoroczną aferę z respiratorami, gdzie powiązanemu z korsykańską mafią, agentowi SB, Izdebskiemu pisowscy patrioci, którzy wstali z kolan przelali 160 milionów zaliczki na respiratory, których do dziś nikt nie widział. Nasz kraj to typowa bananowa republika, tylko w wersji nie takiej hard jak choćby Rosja. Tu od 1989 roku rządzą watahy agentów, bandytów i kryminalistów, wykreowanych przez ludzi ze strefy cienia. Jeden z nich, niejaki Tusk, twór pułkowników z Mariotta z 1991 roku, właśnie wraca na rodzimą scenę a jaśnie pan Komorowski wciąż pozostaje w świetnym humorze. Był w świetnym humorze także wtedy gdy zawodowi zabójcy pod nadzorem Siergieja Kopylowa, agenta służb rosyjskich i obywatela pięciu krajów jednocześnie, po kolei wykańczali tutaj wszystkich świadków w sprawie PRO CIVILI. Jerzy Sutor był jednym z nich. Od niego zaczęliśmy i nim kończymy.

Łukasz Grysiak

Dodaj komentarz: