Kategorie
Społeczeństwo

Słowo na niedzielę, czyli koszmarny sen wariata

Wzrasta liczba chorych więc na okres miesiąca czy dwóch zamykamy kolejno: kina, bary, szkoły, kościoły, restauracje, dyskoteki i całą resztę. Po dwóch miesiącach zamknięcia ubożeje lub bankrutuje kilkaset tysięcy ludzi ale za to spada nam liczba chorych i zarażonych, więc częściowo otwieramy to, co pozamykaliśmy. Otwarcie powoduje kolejny skok liczby zarażeń, to znów zamykamy i mamy kolejne ileś set tysięcy banrutów. Zamykamy znowu!

Ktoś widzi w tym jakąś logikę? Może otwórzmy sanktuarium w Licheniu i jedźmy tam na wielkie zbiorowe narodowe nabożeństwo. I będziemy się modlić: sarsie, wirusie, zamknęliśmy kraj na dwa miesiące, bardzo ciebie prosimy – zniknij w tym czasie, aby cię już nie było gdy wyjdziemy z domów!

Za kilka lat ktoś to wszystko podsumuje, i coś mi mówi, ze zaraza zbierze takie żniwo jakie ma zebrać, bez względu czy w knajpie będzie na stoliku kartka, że “zdezynfekowano” i bez względu czy w sklepie będzie trzy czy trzydzieści osób na trzech metrach kwadratowych. Po necie lata tysiące porażajacych filmów o tysiącach ludzi umierających w karetkach, w domach i przed szpitalami. Służba zdrowia w Polsce – jak ona ma teraz działać skoro nie działała nawet w normalnych czasach? Oj tam, nie marudźmy, ważne, że na stadionie w stolicy powstał nowoczesny kompleks rekreacyjny zwany “szpitalem tymczasowym”, gdzie obecnie przebywa dwudziestu pięciu pacjentów z katarem, ważne, że jego obsługę zakwaterowano w jednym z najdroższych hoteli w Warszawie i ważne, że IV Rzeczpospolita podzieliła się z agentami służb specjalnych kwotą dwustu baniek za respiratory, których nikt nawet nie zamawiał.

Idzie ku dobremu! Smacznego niedzielnego śniadania! Spadam bo mi ryż z michy spierdoli.

Łukasz Grysiak

Dodaj komentarz: