Kategorie
Społeczeństwo

Przeszłość, która nie umarła

Kilka dni temu na konferencji prasowej wystąpił jaśnie pan Kaczyński i chcąc ukręcić do końca głowę najbardziej bezczelnemu przekrętowi doby pandemii czyli aferze respiratorowej, stwierdził, że wszystko było w porządku, bo kontrakt prześwietlały służby specjalne i niczego złego się w nim nie dopatrzyły.

Ten wyraz wyjątkowego cynizmu i manipulacji w wydaniu capo di tutti capi rządzącej ludobójczej sekty pisowskich bandytów może i przekonał… nałogowych odmóżdżonych oglądaczy TVP, warto więc na chwilę wrócić do tej głośnej sprawy z kwietnia zeszłego roku, gdyż jest ona modelowym dowodem, że rządzą nami zwykli mordercy, złodzieje i kryminaliści a tego państwa po prostu nie ma. To tylko zgliszcza. Za Platformy to było państwo z kartonu, państwo teoretyczne, obecnie nie ma już nawet kartonów.

Gdy media wiosną ubiegłego roku zaczęły pisać o bandyckim przekręcie z respiratorami, ujawniły nazwisko kontrahenta Ministerstwa Zdrowia, którego firma E&K “wygrała” przetarg – Andrzeja Izdebskiego. Media pisały, że Izdebski za PRLu był agentem SB o pseudonimie “Zygmunt”, zwerbowanym do współpracy przez kapitana Witolda Wieczorka w 1978 roku. Nijak mnie to nie zdziwiło, gdyż każdy kto zna historię odrodzonej przy Okrągłym Stole “wolnej” Polski, ten wie doskonale, że tutaj żaden duży państwowy kontrakt nie ma prawa dojść do skutku bez udziału komunistycznych służb specjalnych, głównie wojskowych. Tych samych służb, które powołały w 1989 roku do życia kryminalny twór, zwany III RP. Utkwiło mi natomiast w pamięci, że Izdebski w czasach schyłkowego PRLu zasiadał we władzach PZL Świdnik. Takie państwowe spółki jak PZL, operujące w obszarach broni i lotnictwa posiadały status zakładów zmilityrazowanych i jako takie były pod ścisłą kontrolą wywiadu. We władzach takich firm nigdy nie zasiadali ludzie przypadkowi, choćby posiadali najwyższe kwalifikacje, tam była sama agentura wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.

Jeśli więc w kontekście przestępczego dealu z respiratorami padło nazwisko Izdebskiego, z góry było wiadomo, że ta sprawa śmierdzi bardziej niż bardzo. A czas tylko te domysły potwierdził. Media tę sprawę drążyły ale nawet w jednej trzeciej jej nie dotknęły. Wróćmy do Kaczyńskiego – służby to badały i było okey – stwierdził. Które służby? Służby specjalne – dla przeciętnego Kowalskiego to pojęcie mówi tyle ile przepis na makowiec w języku mandaryńskim, czyli nic. Konkretnie badało CBA, to znaczy badało teoretycznie, tak aby niczego nie zbadać, bo sprawa wyłudzenia z budżetu państwa dwustu milionów złotych została dopięta na poziomach, których harcerze z CBA nie sięgają, nawet gdyby stali na taboretach. Oni dostali papier, który mieli klepnąć, zatwierdzić i to wszystko.

Kaczyński więc łże gorzej od psa, na użytek swoich lemingów, którzy połkną każdą brednię, za trzynastą emeryturę. Szefem CBA jest Andrzej Stróżny, były szef katowickiej ABW i człowiek Święczkowskiego, obecnie prokuratora krajowego i szefa ABW za pierwszego PiSu i Ziobry. Tak więc człowiek Ziobry i Święczkowskiego klepnął najbardziej bandycki deal jaki można sobie wyobrazić, bo nie miał innego wyjścia. Szumowski? To był pionek bez znaczenia, tak samo jak jego zastępca Cieszyński, który tę umowę podpisał. Klepnęli ten kontrakt i nie przeszkadzało im, że w Lublinie na ulicy Radziwiłłowskiej 5 znajdują się pod tym samym adresem dwie należące do Izdebskiego firmy – E&K oraz Unimesco. Firmy zajmujące się handlem bronią, będące pod nadzorem starych służb specjalnych. Druga z tych firm czyli Unimesco powstała z połączenia firm Mesco i Universalu Dariusza Przywieczerskiego – jednego z głównych bohaterów afery FOZZ – matki chrzestnej afer III RP i biznesowej konstytucji III Rzeczypospolitej.

FOZZ to rok 1990 a my piszemy o roku 2020… W trzydzieści lat po upadku PRLu Polską wciąż rządzi ten sam bezpieczniacki układ… Tamta przeszłość nigdy nie umarła… U nas skołowani obywatele co cztery lata chodzą na wybory, raz głosują na PO, raz na PiS, w przeszłości głosowali na te same popłuczyny pod innymi nazwami, ale ludzie, którzy pociągają tutaj za sznurki w pewnych wrażliwych obszarach są niewybieralni, zaś większość nie ma nawet pojęcia o ich istnieniu.

Wróćmy to meritum. Pan Izdebski, stary ubecki agent i handlarz bronią, działający wespół z innymi agentami takimi jak Daniel Markowski i Kazimierz Morski – synami stalinowskich sekretarzy – był dla rządzacej mafii pisowskiej tak cenny, że… na słowo wypłacili mu 160 milionów! Na piękne oczy, choć bandzior Izdebski nigdy w życiu na oczy respiratora nie widział, bo to dealer bomb, broni i semtexu. Da ktoś wiarę? Kontrakt wart dwieście milionów złotych dano jego firmie E&K, której kapitał zakładowy wynosi nieco ponad półtora miliona, czyli w razie wtopy, komornik mógłby licytować Izdebskiego tylko do tej kwoty. To tak jakbyśmy poszli do banku i poprosili o dwieście tysięcy kredytu pod zastaw wartego półtora tysiąca poloneza… Absurd, ale nie w świecie prawdziwych bandytów zwanych premierami i ministrami, nie w świecie ludzi z wywiadu czyli faktycznych władców politycznych marionetek.

Ale to jeszcze nie wszystko! Analiza całości faktów wskazuje, że respiratory były tylko pretekstem do grabieży państwowych pieniędzy a Izdebski w ogóle nie miał zamiaru dostarczać ich ministerstwu. Cała umowa stanowiła fikcję i pretekst do wydojenia z budżetu rzeki pieniędzy, bo gdy media zaczęły węszyć – Izdebski w panice sprowadził do Polski kilkadziesiąt używek z Pakistanu… z wtyczkami na rynek brytyjski! Każdy wie, że w Anglii są inne kontakty więc ten pakistański złom, kupiony po horrendalnych cenach, nie nadawał się do niczego. Idźmy dalej, bo jest jeszcze ciekawiej… W tym samym czasie co Izdebski dostarczył do Agencji Rezerw Materiałowych buble z Pakistanu… Agencja kupiła na wolnym rynku dwieście respiratorów po normalnych cenach! Ciężko w to uwierzyć, prawda? Po co więc potrzebny był pośrednik Izdebski i umowa, w której cena respiratora trzykrotnie przekraczała cenę rynkową? Po to aby mafia mogła okraść państwo. I tylko po to.

I kolejny smaczek… Gdy o sprawie zrobiło się zbyt głośno, oświadczenia wydały dwie zagraniczne firmy, które na mocy umowy Ministerstwa Zdrowia z E&K miały być tymi od których miały być zakupione urządzenia: niemiecki Dager i koreański Meckics. Przedstawiciele obu firm oświadczyli, że… żaden pośrednik polskiego Ministerstwa Zdrowia się z nimi nie kontaktował! Bo od początku do końca wszystko było całkowitą fikcją. Służby tę sprawę badały – rzecze nadpremier Kaczyński swoim pisowym wsiowym głupkom, nauczonym klepać w koło, że “a za PeŁo tysz kradli”.

To jest ta cudowna IV Rzeczpospolita, mlekiem i miodem płynąca kraina, którą odzyskano z rąk Platformy, pod hasłami WALKI Z UKŁADEM. Wspaniałe to wszystko po prostu, rasowy bandyta partnerem w interesach naczelnych teflonowych patriotów od Rydzyka. Zapewne badając tę sprawę, rycerze z CBA nigdy nie słyszeli o Patricku Castellim… Rezydent korsykańskiej mafii, z którym przyjaciel PiSu, Izdebski kiedyś robił intetesy i trochę mu nie dopłacił… Castelli się zdenerwował i wynajął Albańczyków z Wiednia, którzy Izdebskiego wywieźli nad Zalew Zemborzycki. Ci włożyli mu glocka do ust i grzecznie kazali podpisywać czeki in blanco, grożąc, że inaczej odstrzelą mu łeb. Prezes Kaczyński też pewnie o tym nie słyszał… Biedak… Redaktor Holecka też o tym nie mówi o 19.30… U nas jest tragicznie a będzie gorzej i gorzej, zapewne wiecie dlaczego – bo to gnój, gdzie banda kretynów co cztery lata wybiera sobie do władzy bandę przestępców. Zważywszy, że 95% tubylczej nacji ostatnio przeczytało “Janko Muzykanta” w piątej podstawówki – inaczej być nie może. I nie będzie. Ten tekst zamieszczam jako klamrę spinającą książkę, którą przygotowuje.

Łukasz Grysiak

Dodaj komentarz: