Kategorie
Społeczeństwo

“Masa” bredni

Co to jest “Masa” bredni? To cały proces wydarzeń w Rzeczypospolitej Polskiej, począwszy od uchwalenia instytucji świadka koronnego. Porządkując sobie dziś papiery i rozmaite materiały archiwalne do książki, natrafiłem na słynne zeznania Jarosława Sokołowskiego, pseudonim “Masa”, który pogrążył właściwie cały dawny zarząd gangu pruszkowskiego. Świadomie nie używam słowa “mafia” w odniesieniu do dawnych gangsterów z Pruszkowa, Wołomina czy mokotowskich “obcinaczy palców” od “Korka” bo – i tu akurat “Masa” ma rację – to były tylko “mafie trzepakowe”, a interesy rzeczywistej polskiej mafii czyli esbecji i wywiadu wojskowego PRL, zaczynały się tam gdzie bejsbole pruszkowskich popaprańców nie sięgały.

Wróćmy do meritum. W Polsce instytucja świadka koronnego stała się jednym z wielu mitów, jakimi karmiono społeczeństwo przez lata. Media pisały o “skruszonych” gangsterach, którzy niejako nawrócili się na dobrą drogę i zeznawali przeciw swym kolegom, tym samym przyczyniając się do rozbicia najgroźniejszych grup przestępczych, których sami byli członkami. Pomijając już drobny fakt, że konfident zawsze będzie sprzedajną kurwą, w tych mitach było tyle samo prawdy ile w narracji o dzisiejszej pandemii. Prawda jest, jak to często bywa, bardzo prozaiczna. Ci bandyci szli na układ z prokuraturą i zaczynali sypać swoich kumpli licząc na łagodniejsze wyroki albo w ogóle bezkarność, jednak polityczna głupawa narracja, narzucana przez media dorowadziła do istnej paranoi gdzie niemal każdy prokurator chciał mieć swojego koronnego. Bandzorów więc otaczano ochroną a ci w sądach opowiadali niestworzone brednie, których w dużej części nigdy nie zweryfikowano. Bohater tej historii czyli słynny “Masa”, jest tutaj przypadkiem szczególnym. Cwaniak i celebryta, kombinator z parciem na szkło, który wiedział jak dobrze się ustawić gdy został koronnym. Z Arturem Górskim, szefem Focusa Śledczego wydali siedem książek, gdzie Sokołowski snuje swoją opowieść na użytek wydawniczego sukcesu i zarobku. Znany z występów medialnych, udzielania wywiadów a nawet politologicznych analiz Okrągłego Stołu, wręcz autorytet moralny! Przez lata lubił mówić o WSI jako prawdziwej mafii bo to dodawało splendoru jego postaci, ale nigdy nie wymienił żadnego z nazwisk byłych oficerów wywiadu, bo wiedział doskonale, że nazajutrz wywlekli by jego zwłoki z Wisły i żadna policja ani żadne CBŚ by go nie ochroniły. Gdy Sokołowski został świadkiem koronnym, zaczął tą drogą wyrównywać rachunki ze swoimi dawnymi kumplami, tych, których nie lubił albo wisieli mu szmal, oskarżał przed prokuraturą, innych oszczędzał. Gdy latał po mediach i udawał eksperta od współczesnej historii Polski, za plecami nadal robił wały i przekręty ale już nie przy pomocy bejsbola i karabinu, lecz przy pomocy łapówek i wyłudzeń. Myślał, że wszystkich wydymał, siedzieć nie poszedł, dawnych wrogów powsadzano dzięki jego zeznaniom, pisał książki i kręcił lody. Na Facebooku brylował, stając się ulubieńcem gawiedzi. Sielanka! W 2018 roku jednak powinęła mu się noga. Trafił do aresztu, wyszedł po dwóch latach, w czerwcu ubiegłego roku. Lubelski Wydział do spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej oskarża go o siedemnaście przestępstw, w tym niektórych popełnianych wraz z byłym naczelnikiem wywiadu kryminalnego łódzkiej policji Zbigniewem Z., wyłudzenia z banków na prawie 700 tysięcy i jeszcze inne kwiatki. Cała ta nowa działaność “biznesowa” Sokołowskiego ma już miejsce po 2000 roku, gdy się “nawrócił” i został koronnym. Grozi mu teraz do 10 lat więzienia. Dużo o tym medialnym cwaniaku z bicepsami mógłby opowiedzieć Piotr Wróbel, emerytowany gliniarz i były szef Terroru Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji. To Piotr Wróbel zwerbował Sokołowskiego na koronnego, potem biceps pomówił policjanta o wzięcie łapówki i tylko to wystarczyło by zniszczyć karierę tego człowieka, zasłużonego w walce z Pruszkowem i Wołominem. Sądowa batalia Wróbla trwała przez całe lata, musiał odejść z policji. Oczywiście okazał się niewinny ale gdy przez lata udowadniał, że nie jest wielbłądem, pan “Masa” w tym czasie na Youtubie odgrywał rolę politologa. A teraz lubelskie “pezety” chcą go wsadzić na 10 lat, jednak medialne umizgi do PiSu nie pomogły…

Kończąc, wiele byłych osób z półświatka lubi celebryckie salony, między innymi Monika Zielińska, żona “starego pruszkowskiego” Andrzeja Zielińskiego czyli “Słowika, która też opowiada bajki wielkanocne w swoich książkach. Ten tekst ale poszerzony i uzupelniony, wrzucam do książki w rozdziale o “państwie prawa” wewnątrz republiki bananowej.

Łukasz Grysiak

Dodaj komentarz: